Nie po winie.
Nie dlatego, że ktoś potrzebował pocieszenia.
Zdarzyło się to przed twoim mieszkaniem po kolacji, kiedy odprowadził cię do drzwi, mimo że powiedziałaś mu, że nie musi. Światło na korytarzu migotało nad tobą. Rojo miauczał gniewnie z wnętrza, niwecząc wszelkie szanse na kinową perfekcję.
Oboje się roześmialiście.
Potem śmiech ucichł.
Julián spojrzał na ciebie pytająco, a nie z przypuszczeniem.
Ty a
odpowiedział, podchodząc bliżej.
Pocałunek był delikatny.
Ostrożnie.
Nie ratunek.
Nie zemsta.
Nie wymiana zranionych małżonków, mająca na celu zszokować ludzi na imprezach.
To było dwoje ludzi, którzy wybierają początek, odmawiając zdefiniowania się przez koniec.
Kiedy się odsunęłaś, wyszeptał: „Wszystko w porządku?”.
Uśmiechnęłaś się.
„Nie jestem kruchy, Julianie”.
„Wiem” – powiedział. „Dlatego zapytałem, nie dlatego, że wątpiłem”.
Wtedy wiedziałaś.