Śmiałaś się, bo Rojo, któremu surowo zabroniono wstępu, jakimś cudem pojawił się przy łuku kwiatowym niczym maleńki, futrzasty świadek zesłany przez los, by osądzić catering.
Podczas składania przysięgi Julián nie obiecał, że nigdy cię nie skrzywdzi.
Brzmiałoby to zbyt idealnie, by w to uwierzyć.
Zamiast tego obiecał, że nigdy nie pozwoli ci cierpieć w samotności, nigdy nie schowasz się w milczeniu i nigdy nie nazwie lojalności nudną.
Kiedy nadeszła twoja kolej, spojrzałaś na niego i przypomniałaś sobie kawiarnię, teczkę, salę balową, sąd, regał pochylony w lewo, pierwszy pocałunek w migoczącym świetle korytarza.
„Obiecuję” – powiedziałaś – „wybrać prawdę ponad wygodę, szacunek ponad dumę i tylko nas, dopóki pozostaniemy miejscem, w którym oboje będziemy mogli oddychać”.
Ludzie na to płakali.
Ty też.