Odwróciłaś się przed lustrem.
„Tak”.
Przełknął ślinę.
„To impreza firmowa, Natalio. Nie klub nocny”.
Podniosłaś kolczyki.
„Dobrze. Wtedy wszyscy będą na tyle trzeźwi, żeby to zapamiętać”.
Zmrużył oczy.
„Co to znaczy?”
Uśmiechnęłaś się.
„Nic. Mówiłaś, żeby nie dramatyzować.”
Po raz pierwszy Esteban wyglądał na zaniepokojonego w swoim własnym domu.
Próbował dojść do siebie podczas jazdy samochodem. Mówił o rozmieszczeniu miejsc siedzących, inwestorach, przemówieniu prezesa i o tym, jak ważny był ten wieczór dla jego awansu. Kiwałaś głową w odpowiednich momentach, obserwując latarnie uliczne przesuwające się po oknie.
Nie miał pojęcia, że sam jedzie na miejsce swojej demaskacji.
Przy wejściu do hotelu wyciągnął do ciebie rękę.
Odsunęłaś się.
„Muszę poprawić szminkę” – powiedziałaś.
Zanim zdążył zaprotestować, odwróciłaś się w stronę toalety i zniknęłaś w marmurowym blasku holu.
Julián czekał przy kolumnie.