Twarz twojego męża zbladła. Otworzył usta, ale nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. Patrzył to na ciebie, to na Juliana, to na Renatę, a ty patrzyłaś, jak jego myśli rozpaczliwie przeszukują wszystkie możliwe wyjaśnienia, zanim żadnego nie znajdują.
Julián ścisnął twoją dłoń raz.
Nie romantycznie.
Pewnie.
Ciche przypomnienie, że nie jesteś sama w tym pokoju.
Poszłaś naprzód.
Każdy krok wydawał się głośniejszy niż muzyka.
Renata ruszyła pierwsza, bo ludzie, którzy ją lubią, wpadają w panikę, gdy tracą kontrolę nad sceną.
„Julián” – syknęła. „Co robisz?”
Spojrzał na nią ze smutkiem, który przeszył ją głębiej niż gniew.
„Bycie na imprezie z kimś uczciwym.”