I po raz pierwszy od miesięcy myśl o wejściu do pokoju nie sprawiła, że poczułaś się mała.
Pisałaś powoli.
„Ramię w ramię?”
Odpowiedział szybko.
„Tylko jeśli chcesz, żeby od razu zrozumieli”.
Spojrzałaś w stronę sypialni, w której spał Esteban, z jedną ręką na twarzy, a twoje małżeństwo leżało martwe obok niego jak tajemnica, której nikt jeszcze nie pogrzebał.
Odpowiedziałaś.
„Tak”.
Piątek nadszedł ubrany jak sędzia.
Popołudnie spędziłaś na powolnych, niemal ceremonialnych przygotowaniach. Zakręciłaś włosy, pomalowałaś usta i wkroczyłaś w czerwoną sukienkę dłońmi, które już nie drżały. Materiał otulał cię z elegancką pewnością siebie, nie błagając o uwagę, po prostu nie znikając.
Kiedy Esteban cię zobaczył, zamarł.
Nie dlatego, że cię podziwiał.
Bo za późno rozpoznał zagrożenie.
„Masz to na sobie?”