Żadnych wydrukowanych zrzutów ekranu.
Żadnych drżących rąk.
Tylko dwoje ludzi, którzy przeżyli tę samą eksplozję i teraz siedzą w pyle, próbując zdecydować, czy wolno im oddychać.
Wyglądał lepiej.
Wciąż zmęczony, ale mniej zapadnięty.
Miałaś na sobie dżinsy i białą bluzkę, bez zbroi, bez czerwonej sukienki.
Przez chwilę rozmawialiście o zwykłych rzeczach. O jego projekcie architektonicznym. O twoich poszukiwaniach nowego mieszkania. Bezdomny kot, który zaczął pojawiać się na twoim balkonie, jakby został wyznaczony do nadzorowania twojego powrotu do zdrowia emocjonalnego.
Potem powiedział: „Ludzie ciągle pytają, czy jesteśmy razem”.
O mało się nie zakrztusiłaś kawą.
„Ludzie są absurdalni”.
Uśmiechnął się.
„Są”.
Zapadła cisza.
Nie niezręczna.
Po prostu szczera.
Potem powiedziałaś: „Nie chcę stać się historią, którą chcą”.
„Ja też nie”.
„Nie chcę wpaść w coś, bo oboje jesteśmy zranieni”.
„Ja też nie”.