„Jeszcze nie wiem” – przyznałaś. „Ale nie chcę krzyczeć w kuchni, kiedy on wyzywa mnie od wariatki”.
Julián skinął głową.
„To nie dawaj mu prywatności”.
To była pierwsza mądra rzecz, jaką ktoś ci powiedział od kilku dni.
Spotkaliście się ponownie dwa dni później.
A potem znowu.
Każde spotkanie zaczynało się od dowodów, a kończyło ciszą. Nie niezręczną ciszą, ale ciszą dwojga ludzi siedzących przy tym samym ogniu, patrzących, jak wszystko płonie, nie udając, że dym jest romantyczny.
Dowiedziałaś się, że Julián był architektem.
Dowiedziałaś się, że robił Renacie kawę każdego ranka, nawet gdy przestała ją pić.
Dowiedziałaś się, że od prawie roku starał się o dziecko z nią, a ona mówiła mu, że stres mu to utrudnia.
To sprawiło, że odwróciłaś wzrok.
Bo podczas gdy Julián budował w myślach pokój dziecięcy, Renata wysyłała twojemu mężowi zdjęcia pokoju hotelowego.
Pokazał ci wiadomość, którą Renata wysłała Estebanowi.
„Julián jest za dobry. To nudne. Czujesz się niebezpiecznie”.
Obserwowałaś jego twarz, czytając ją.
Wtedy twój gniew się zmienił.
Do tej pory myślałaś, że Renata to po prostu ta druga kobieta. Ładna, samolubna, okrutna, ale zdystansowana. Teraz widziałaś w niej coś gorszego: kobietę, którą kochano bezpiecznie i nazywałaś to nudą.
Wyszeptałaś: „Przepraszam”.
Julián zamknął teczkę.
„Ja też”.
W następnym tygodniu przyszło zaproszenie.
Przyjęcie rocznicowe firmy Estebana.
Grand tie.
Sala balowa luksusowego hotelu.
Dyrektorzy, inwestorzy, kierownicy działów, małżonkowie, kamery, przemówienia, szampan.
Esteban zostawił zaproszenie na kuchennym blacie jak test.