Nie dlatego, że za niego wyjdziesz.
Nie dlatego, że życie będzie idealne.
Po prostu miłość nie musi przypominać sali sądowej, gdzie ciągle bronisz swojego prawa do dobrego traktowania.
Rok po imprezie firmowej Esteban ponownie próbował się z tobą skontaktować.
E-mail.
Długi.
Emocjonalny.
Pełen nostalgii.
Napisał o twoim pierwszym mieszkaniu, niedzielnych chilaquiles, podróży do Oaxaca, o tym, jak oboje dostaliście zatrucia pokarmowego i śmialiście się na podłodze w łazience. Powiedział, że tęskni za swoim najlepszym przyjacielem. Powiedział, że w końcu zrozumiał, co stracił.
Na koniec poprosił o spotkanie.
Przeczytałaś e-maila dwa razy.
Potem zrobiłaś herbatę.
Potem przeczytałaś go jeszcze raz, nie z tęsknotą, ale ze współczuciem dla kobiety, która pomyliłaby tę wiadomość z dowodem.
Odpowiedziałaś trzema zdaniami.
„Mam nadzieję, że się poprawisz. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie sprawisz, że inna kobieta poczuje się niewidzialna. Nie jestem dostępna, żebyś mogła się z tym pogodzić”.
Potem go zablokowałaś.
Renata skontaktowała się z Julianem mniej więcej w tym samym czasie.
Powiedział ci, bo sekrety nie miały miejsca w tym, co budowałaś.
Była rozwiedziona, od miesięcy bezrobotna, teraz pracuje w mniejszej agencji. Przeprosiła, choć on powiedział, że przeprosiny zabrzmiały jak próba pokory, bo duma już nie pasowała. Zapytała, czy jest z tobą.
Nie odpowiedział na tę część.
Dzięki temu bardziej go szanowałaś.