„Sarah Carter”.
Nazwisko na początku nic nie znaczy.
Potem Diana, stojąca obok, blednie.
Nathan odwraca się. „Co?”
Diana przełyka ślinę. „Nathan… Sarah Carter kiedyś u nas pracowała”.
Unosisz głowę.
„Moja mama?”
Diana patrzy na ciebie uważnie. „Była kontraktorką. Archiwistką danych. Lata temu”.
Serce Nathana zaczyna bić mocniej.
„Kiedy?”
Diana waha się.
„Zanim Thomas zniknął”.
Hol wydaje się przechylać.
Ty też to czujesz, choć nie rozumiesz dlaczego.
Wzrok Nathana wraca do ciebie.
„Emma” – mówi powoli – „czy twoja mama kiedykolwiek o mnie wspominała?”
Wyciągasz złożoną kartkę z kieszeni.
Jest miękka od zbyt częstego otwierania i zamykania. Brzegi są brudne. Zagięcia prawie się rozrywają.
„Mama powiedziała mi, że gdyby coś jej się stało, powinnam znaleźć mężczyznę, którego nazwisko widnieje na tej kartce” – mówisz.
Nathan bierze ją ostrożnie.
Jego palce nieruchomieją, gdy widzi pismo.
To nie list.
To wypis ze szpitala, złożony wokół zdjęcia.
Na odwrocie zdjęcia, drżącym pismem, ktoś napisał:
Jeśli się nie obudzę, znajdź Nathana Blackwella. Powiedz mu, że Thomasa nie porwali obcy.
Nathan przestaje oddychać.