Ale blisko.
Za blisko.
Na górze spotkanie kończy się źle dla wszystkich oprócz Nathana.
Zespół Morgana oczekuje, że podpisze.
Zarząd oczekuje, że będzie świętował.
Diana oczekuje, że uści dłoń i przedstawi ofertę dotyczącą strategii i ekspansji rynkowej.
Zamiast tego Nathan zamyka teczkę.
„Potrzebuję dwudziestu czterech godzin”.
W sali zapada cisza.
Jeden z członków zarządu śmieje się nerwowo. „Nathan, nie ma już miejsca na wahanie”.
„Nie” – mówi Nathan. „Nie ma już pośpiechu”.
Prezes Morgan pochyla się do przodu. „Czy jest jakiś problem z warunkami?”
Nathan patrzy na panoramę miasta.
„Może być problem z moimi priorytetami”.
Nikt nie wie, co na to odpowiedzieć.
Diana idzie za nim potem na korytarz, wściekła.
„Właśnie wstrzymałeś wielomiliardową transakcję z powodu dziecka w holu?”
Nathan zatrzymuje się przy windzie.
„Nie. Wstrzymałem ją, ponieważ dziecko w holu przypomniało mi, że bycie wpływowym nic nie znaczy, jeśli korzystam z władzy tylko wtedy, gdy przynosi to zyski”.
Złość Diany słabnie, ale tylko nieznacznie.
„Przeżywasz żałobę”.
„Tak”.
„A to utrudnia osąd”.
Naciska przycisk windy.
„Po raz pierwszy od roku mój osąd wydaje się jasny”.
Kiedy Nathan wraca do holu, stoisz obok oprawionego zdjęcia.
Twoje małe palce zaciskają się na czymś w kieszeni.