Gabriel go zatrzymuje.
„Żadnych telefonów. Jeśli Martin lub Diana go monitorują, przeniosą go”.
Nathan wygląda, jakby każdy instynkt w jego ciele krzyczał.
Rozumiesz.
Gdyby ktoś powiedział ci, gdzie ukrywa się głos twojej mamy, też byś uciekł.
Ale Gabriel ma rację.
Głośne bieganie odstrasza ofiary.
Nauczyłaś się tego na ulicy.
Podchodzisz bliżej i dotykasz rękawa Nathana.
Spogląda na ciebie z góry.
„Powiedziałaś, że pomożesz mi zrobić lunch” – mówisz cicho. „I tak zrobiłaś. Teraz pomożemy ci zwolnić”.
Jego twarz się łamie.
Trochę.
Potem kiwa głową.
„Dobrze” – szepcze. „Dobrze”.
Do rana w sprawę angażują się agenci federalni.
Prawdziwi.
Nie tacy, którzy gubią dzieci w papierkowej robocie.