Od razu to zauważa.
„Czekałaś”, mówi.
Odwracasz się szybko, ulga przemyka przez twoją twarz, zanim zdążysz ją ukryć.
„Wróciłaś”.
„Obiecałem”.
Przyglądasz mu się, jakby obietnice były zwierzętami, które mogą ugryźć.
Potem kiwasz głową.
Jennifer mówi mu, że jadłaś. Nathan widzi kształt kanapki ukryty w kieszeni twojej kurtki, ale nic nie mówi. Niektórych nawyków przetrwania nie trzeba ujawniać publicznie.
„Emma”, mówi delikatnie, „nadal jestem ci winien lunch”.
Rozglądasz się po holu.
„Już jadłem”.
„To było jedzenie z lobby. Obiecałem najlepszy lunch w Bostonie”.
Wahasz się.
„Czy mogę wziąć coś później?”
„Dla kogo?”
Spuszczasz wzrok.
„Moja mama. Jeśli się obudzi”.
Nathan czuje ucisk w piersi.
„Gdzie ona jest?”
„Centrum Medyczne św. Anny”.
Jennifer gwałtownie podnosi wzrok znad biurka.
Nathan też.
Szpital św. Anny to jeden ze szpitali finansowanych przez jego fundację.
„Jak ma na imię twoja matka?” pyta.