Wtedy pewnego ranka porusza ręką.
Mało.
Prawie nic.
Ale jesteś.
Krzyczysz pielęgniarkę tak głośno, że przybiega trzech ochroniarzy.
Rekonwalescencja Sary nie jest jak w filmach.
Nie otwiera oczu i nie wyjaśnia wszystkiego.
Budzi się w kawałkach.
Ruch palca.
Mrugnięcie.
Wyszeptany dźwięk.
Twoje imię, w końcu, sześć tygodni później.