Jego kubek do kawy wciąż stoi w zlewie.
Oprawione zdjęcie ślubne w salonie patrzy na ciebie jak dowód przestępstwa, którego jeszcze nikt nie oskarżył.
„Po co pakować torbę?”
„Bo mężczyźni, którzy tracą kontrolę nad historią, często próbują odzyskać kontrolę nad kobietą”.
Tej nocy śpisz u Marisol.
A może próbujesz.
Przeważnie leżysz bezsennie w jej pokoju gościnnym z ręką na brzuchu, odtwarzając w pamięci każdą chwilę waszego małżeństwa.
Osiem lat.
Osiem lat gotowania obiadów, planowania rachunków, wspominania
Obchodzenie urodzin matki, prasowanie koszul przed rozmowami kwalifikacyjnymi, wyrozumiałość, łagodzenie konfliktów, zaufanie, gdy mówił, że ma problemy finansowe, wiara w niego, gdy mówił, że Paola to „tylko koleżanka z pracy”.
Osiem lat i potrzebował tylko dwóch miesięcy po wazektomii, żeby nazwać cię dziwką.
Do rana Marisol zdążyła już wyciągnąć dokumenty Diego, dane o zatrudnieniu i dokumenty domu.
Dom jest na was oboje.
Nie na jego.
Na oba.
To ma znaczenie.
Spłata kredytu hipotecznego została spłacona głównie z twojej pensji jako kierownika gabinetu stomatologicznego, choć Diego uwielbia mówić ludziom, że „prowadzi dom”. Masz rachunki. Przelewy bankowe. Zeznania podatkowe.
Marisol siedzi naprzeciwko ciebie przy kuchennym stole z kawą i notesem.
„Oto, co robimy” – mówi. „Najpierw składamy pozew”.
Patrzysz na nią. „Rozwód?”
„Tak. Ale nie tego smutnego, w którym przepraszasz za porzucenie. Tego strategicznego”.
Twoja ręka przesuwa się do brzucha.
„A co z dzieckiem?”