Vincent spojrzał na nią, jakby jej nie poznał.
„Camille, nie rozumiesz”.
„Tak” – powiedziała z płaczem. „Mówiłeś, że się przyzwyczaję”.
Nikt nie mógł go uratować przed tym zdaniem.
Nie jego matka.
Nie Élodie.
Nawet słowo „żart”.
Wyciągnął do niej rękę.
Stanąłem przed nią.
„Dotknij jej, a zadzwonię na policję”.
„Jesteś moją żoną”.
„Już niedługo, jeśli mój prawnik szybko zadziała”.
Teściowa wstała.
„Nie można zniszczyć rodziny przez nieporozumienie”.
Spojrzałem na nią.
Ta kobieta widziała, jak serwuję, sprzątam, uśmiecham się i milczę.
Od lat słyszała, jak jej syn porównuje mnie do Élodie i nigdy nie powiedziała: „Dość”.
„Nie, proszę pani” – odpowiedziałem. „Nie niszczę rodziny. Wyrywam córkę z żartu, który trwa już za długo”.
Élodie podeszła do Camille.
„Cam, wybacz mi…”
Moja córka się cofnęła.
„Mówiłaś kiedyś, że jesteś moją ciocią”.
To zdanie było silniejsze niż jakikolwiek krzyk.
Élodie zakryła usta dłonią.
Poszłam z Camille na górę, do jej pokoju.