„Camille, kochanie, chyba źle zrozumiałaś. Dorośli czasami mówią różne rzeczy…”
„Nie rozmawiaj z nim” – powiedziałam.
Mój głos był tak cichy, że wszyscy zamarli.
Vincent próbował się uśmiechnąć, ale jego uśmiech był krzywy.
„Claire, zrobisz z siebie idiotkę, robiąc scenę na jakimś dziecięcym filmie”.
Spojrzałam na Camille.
Stała za mną, jej oczy były przepełnione strachem, ale nie spuściła głowy.
„Zbyt wiele razy nazwałaś mnie szaloną” – powiedziałam. „Teraz zobaczymy, czy na filmie też jestem szalona”.
Wcisnęłam play.
Obraz był lekko roztrzęsiony.
Camille schowała telefon między serwetkami, kierując go w stronę kuchni.
Widziałaś moje ciasto czekoladowe na blacie, naczynie żaroodporne obok piekarnika, a w tle Vincenta opartego o lodówkę.
Élodie była przed nim.
Za blisko.
Jej ręka spoczywała na piersi mojego męża, dokładnie tak, jak powiedziała Camille.
Głos Élodie dobiegł z telefonu.
„Dzisiaj jest idealnie. Po tym, co powiedziałaś na zewnątrz, Claire na pewno się załamie na oczach wszystkich”.
Vincent się roześmiał.
„Mam taką nadzieję. Chcę, żeby wybuchła na oczach świadków”.
Cisza na tarasie zamieniła się w kamień.
Poczułam, jak Camille przytuliła się jeszcze mocniej do moich pleców.
Na nagraniu Élodie zniżyła głos.
„Rozmawiałaś z prawnikiem?”
Vincent skinął głową.
„Jutro rano. Jeśli Claire zrobi dziś scenę, moja matka i siostry będą mogły powiedzieć, że jest niezrównoważona. Ty też. W związku z tym proszę o stałe miejsce zamieszkania Camille, przynajmniej tymczasowo, a dom zostawiam sobie”.
Dom.