„Tak”.
„To nie czekaj. Przyjdź już dziś”.
Poszłyśmy.
Pani Caron obejrzała cały film, nie zmieniając wyrazu twarzy.
To zrobiło na mnie wrażenie.
Zawsze denerwowałam się, gdy słyszałam: „Dzieci do wszystkiego się przyzwyczajają”.
Robiła notatki.
Potem poprosiła o kopie.
Sporządziła listę.
„Złożymy wniosek w trybie pilnym do sądu rodzinnego” – powiedziała. „Opieka nad dzieckiem, korzystanie z domu, alimenty, wytyczne dotyczące komunikacji, wsparcie psychologiczne dla córki i zakaz wywierania jakiejkolwiek presji. Chcę również zapoznać się z aktami własności nieruchomości”.
Podałem jej akt sprzedaży.
Uniosła brew.
„Dom jest w większości na twoje nazwisko”.
„Zapłaciłem za większość”.
„Więc twój mąż jest jeszcze bardziej lekkomyślny, niż się wydaje”.
Po raz pierwszy od dwudziestu czterech godzin się zaśmiałem.
Cichy śmiech.
Ale to był mój śmiech.