„Camille się przyzwyczai. Dzieci przyzwyczajają się do wszystkiego”.
Moja córka wydała z siebie cichy dźwięk, jakby właśnie dostała cios.
Wtedy moje serce naprawdę pękło.
Nie ze względu na mnie.
Z powodu niej.
Bo Vincent nie chciał mnie po prostu wymazać.
Chciał nauczyć naszą córkę, że matkę można zastąpić jak stary mebel.
Zatrzymałam film.
Nikt się nie odezwał.
Ani moja teściowa.
Ani moje szwagierki.
Ani kuzynki, które dziesięć minut wcześniej się ze mnie śmiały.
Vincent ciężko oddychał.
Élodie płakała, ale ze strachu, a nie z wyrzutów sumienia.
„Claire” – zaczął Vincent. – „To zostało wyrwane z kontekstu”.
Zaśmiałam się.
Dźwięk był okropny.
„Jakiego kontekstu potrzebujesz, żeby wytłumaczyć pocałunek w mojej kuchni?”
Élodie uniosła ręce.
„Nie chciałam cię skrzywdzić”.
Spojrzałam na nią.
Naprawdę na nią spojrzałam.
Ta kobieta trzymała mój bukiet w dniu mojego ślubu.
Wiedziała, że straciłam dziecko przed Camille.
Przyszła na oddział położniczy z rogalikami, kiedy urodziła się moja córka.