Vincent stracił żonę.
Élodie straciła przyjaciółkę.
Ja straciłam kłamstwo.
A Camille zyskała coś, czego żaden osąd nie mógłby wyrazić lepiej:
matkę, która w końcu przestała się śmiać, kiedy bolało.
Bo żarty, które upokarzają, nie są żartami.
Są powtórzeniem przemocy.
A w dniu, w którym kobieta przestaje klaskać, wszyscy mali komicy przy stole odkrywają, że bez jej milczenia nie ma już nic śmiesznego.
Pozostaje tylko okrucieństwo.
A okrucieństwo, kiedy staje samotnie przed dzieckiem, które już wszystko rozumie…
przestaje być śmieszne.
Jest haniebne.