Zobaczyła Camille we łzach, moją twarz zastygłą w gniewie i nie zadała żadnych pytań.
Po prostu wzięła nas w ramiona.
Tej nocy Camille spała ze mną.
A raczej próbowała.
O trzeciej nad ranem otworzyła oczy.
„Mamo”.
„Tak, kochanie?”
„Czy tata może mnie od ciebie zabrać?”
Pytanie przeszyło mi serce.
„Nie bez walki ze mną”.
„A ty wygrasz?”
Chciałam powiedzieć „tak”.
Chciałam obiecać jej sprawiedliwy świat.
Ale nie chciałam już wychowywać córki na kłamstwie.
„Zrobię wszystko, co trzeba” – powiedziałam. „I tym razem nie będę milczeć”.
Następnego dnia, o ósmej, zadzwoniłam do prawniczki.
Nazywała się Hélène Caron.
Poleciła mi ją koleżanka ze szkoły po rozstaniu z podobnym małżeństwem.
Hélène miała spokojny głos, taki, który nie poklepuje po ramieniu, ale sprowadza na ziemię.
„Masz jakieś dowody?” – zapytała.
„Nagranie wideo. Wiadomości. Nagrania audio. Dokumenty, które znalazłam”.
„Czy w sprawę zamieszane jest nieletnie dziecko?”
Patrzyłam, jak Camille je płatki bez słowa.