Włożyłyśmy do torby trochę ubrań, jej dokumenty, inhalator, stary kocyk, którego, jak twierdziła, już nie używa, i kilka zdjęć.
Na dole słychać było głosy.
Teściowa kogoś wołała.
Vincent przeklinał.
Élodie płakała.
Camille drżącymi rękami składała piżamę.
„Mamo, czy to moja wina?”
Przytuliłam ją tak mocno, że torba spadła na podłogę.
„Nie, kochanie. Nic z tego nie jest twoją winą”.
„Ale to ja to nagrałem”.
„Pokazałeś prawdę. My, dorośli, powinniśmy byli cię wcześniej chronić”.
Rozpłynęła się w moich ramionach.
„Nie chcę kolejnej mamy”.
Wtedy się załamałem.
Naprawdę.
Płakałem razem z nią.
„Nie będziesz miał kolejnej. Masz mnie. I tym razem będę nas bronił”.
Wyszliśmy frontowymi drzwiami.
Vincent czekał na nas na dole schodów.
„Jeśli odejdziesz, nie wrócisz”.
Ja
Spojrzałam, trzymając w jednej ręce torbę Camille, a w drugiej wreszcie swoją godność.
„Właśnie o to chodzi”.
Poszłyśmy do domu mojej siostry Anne.
Otworzyła drzwi w piżamie, z rozczochranymi włosami.