„Vincent mnie okłamał”.
„Mnie też. Ale pomogłaś mi w to uwierzyć”.
Spuściła głowę.
„Byłam o ciebie zazdrosna”.
Nie odpowiedziałam.
„Twój dom, twoja córka, sposób, w jaki kochałaś. Przychodziłam do ciebie i widziałam coś, czego nie miałam. A kiedy Vincent sprawiał, że czułam się wybrana, wolałam wierzyć, że jesteś słaba, nudna, mała”.
Słowo „mała” coś we mnie rozpaliło.
„Sprawiłeś, że czułam się mała przy mojej córce”.
Płakała.
„Wiem”.
„Nie. Nie chcesz. Mogłabyś wrócić do swojego mieszkania, jak się pośmiejesz. Zostałam, żeby wytłumaczyć Camille, dlaczego jej ojciec powiedział, że inna kobieta byłaby lepszą matką”.
Élodie zakryła usta.
„Wybacz mi”.
Prośba była małostkowa.
Niedorzeczna.
Spóźniona.
„Nie życzę ci źle” – powiedziałam. „Ale nie zbliżaj się więcej do mojej córki. Ani do mnie”.
Skinęła głową.
„Czy kiedyś będziesz w stanie mi wybaczyć?”
Pomyślałam o naszych nastoletnich latach.
Korytarze liceum.