Wtedy Camille postawiła talerze na stole.
Podeszła do mnie i delikatnie pociągnęła mnie za bluzkę.
„Mamo”.
Pochyliłam się nad nią.
Jej oczy napełniły się łzami.
„O co chodzi, kochanie?”
Mówiła tak cicho, że prawie mogłam odczytać z ruchu jej warg.
„Jesteś złą matką?”
Poczułam, jak hałas imprezy nagle ucichł.
„Dlaczego mnie o to pytasz?”
Camille spojrzała na Vincenta.
Potem na Élodie.
Potem na mnie.
„Bo tata zawsze powtarza, że Élodie byłaby lepsza od ciebie… a skoro wszyscy się śmieją, to może to prawda”.
W tym momencie coś we mnie umarło.
To nie była miłość do Vincenta.
Ta gniła od lat.
To była kobieta, która wciąż próbowała…
Żeby wszystko usprawiedliwić.
Wstałam.
Wyłączyłam muzykę.
Śmiech cichł jeden po drugim.
Vincent uniósł kieliszek.
„Co ty robisz, Claire? Nie zaczynaj dramatu”.
Élodie uśmiechnęła się zawstydzona.
„Kochanie, to był żart”.