„Proszę pana, od teraz wszelka komunikacja będzie odbywać się na piśmie”.
Wyszedł.
Bez żartów.
Bez audiencji.
Bez Élodie.
Samotna.
Moja teściowa potrzebowała dwóch tygodni, żeby do mnie zadzwonić.
Odebrałam, bo Maître Caron poradził mi, żebym wszystko zapisywała.
„Claire” – powiedziała – „nie wiem, co ten prawnik ci wbija do głowy”.
Ale dobra matka nie oddziela córki od ojca.
Obserwowałam Camille odrabiającą lekcje przy kuchennym stole mojej siostry.
„Dobra matka też nie uczy córki, że miłość to coś, co znosi się z pochyloną głową”.
„Vincent to mężczyzna. Mężczyźni mówią głupoty”.
„To wychowaj je lepiej, zanim pozwolisz im swobodnie płynąć w świat”.
Rozłączyłam się.
Moja siostra Anne klaskała znad zlewu.
„Wreszcie”.
„Żartujesz sobie ze mnie?”
„Nie. Dzisiaj jesteś moim bohaterem”.
Zaśmiałam się.
Camille też.