Spojrzałam na córkę.
Potem spojrzałam na wszystkich.
„Nie. Dzisiaj żarty się skończyły”.
Vincent wybuchnął śmiechem.
„Och, proszę cię. Zamierzasz płakać, bo powiedziałam, że Élodie ma lepsze poczucie humoru od ciebie?”
„Nie będę płakać”.
Mój głos był spokojny.
Za spokojny.
I to go właśnie zdenerwowało.
Élodie odstawiła kieliszek na stół.
„Claire, nie rób tego przy małej”.
Zaśmiałam się.
Oschłym śmiechem.
„Przy małej? Robisz wszystko na oczach mojej córki od lat”.
Camila ścisnęła moją dłoń.
Vincent podszedł do mnie z zaciśniętą szczęką.
„Zamknij się. Robisz z siebie widowisko”.
„Nie, Vincent. Spektaklem byłeś ty, przez siedemnaście lat upokarzający swoją żonę, żeby poczuć się ważnym”.
Moja teściowa wstała.
„Mów do męża z większym szacunkiem”.
Spojrzałam na nią.
„Wychowałaś go. Możesz go przyjąć z powrotem”.
Cisza stała się ciężka.
Wyraz twarzy Vincenta się zmienił.
Nie był już tym zabawnym mężem przy gościach.
Był mężczyzną, którego znałam za zamkniętymi drzwiami, kiedy nikt nie słuchał.
„Przesadzasz, Claire”.