Dzisiaj mija pięć lat od tamtej imprezy.
Camille ma piętnaście lat.
Mam nowe zmarszczki, cichszy dom… i spokój, który na początku wydawał się prawie pusty.
Wtedy zrozumiałam.
Spokój nie jest pusty.
Spokój króluje.
Nie robię już boeuf bourguignon dla ludzi, którzy się ze mnie śmieją.
Gotuję dla córki, siostry, dwóch nowych przyjaciółek i mamy, kiedy przyjeżdża na weekend.
Czasami Camille zaprasza koleżanki.
Dom wypełniają głosy, które nie ranią.
Na ścianie w salonie wisi nasze zdjęcie.
Camille i ja w La Rochelle, z rozczochranymi włosami, ramionami zaczerwienionymi od słońca, śmiejemy się z czegoś, czego już nawet nie pamiętam.
Vincenta tam nie ma.
Élodie tam nie ma.