Dziewczynka długo nie odpowiadała.
„Nie.”
„Więc gdzie ona jest?”
Manon spojrzała na koszulkę w torbie.
Potem spojrzała na Camille.
Moja córka skinęła głową, a jej oczy napełniły się łzami.
„W domu” – wyszeptała Manon. „Ale Nathalie mówi, że śpi… i że jeśli będę mówić, to też zasnę”.
Dyrektorka gwałtownie usiadła.
Pani Martin zaczęła płakać.
Poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła.
Eliza powoli wstała.
Jej twarz straciła delikatność.
„Potrzebuję adresu”.
Manon podała go z pamięci.
Stary, umeblowany hotel w Saint-Denis, niedaleko dworca kolejowego, przy wąskiej uliczce, gdzie witryny sklepowe zawsze wydawały się być na wpół zamknięte.
Znałam trochę tę okolicę.
Knajpy z kebabem otwarte do późna, pralnie, warsztaty naprawcze, autobusy gwałtownie hamujące, ludzie w pośpiechu wpatrujący się w chodnik, żeby nie widzieć innych.
„Mieszkasz z mamą i Nathalie?” – zapytała Elise.