Niebieski garnek przewrócony na podłodze, z przyklejonym do dna suchym ryżem.
A na łóżku…
kobieta.
Oddychała.
Ledwo, ale oddychała.
Jej twarz była spuchnięta, wargi rozcięte, a ramię zabandażowane brudną szmatką.
Łańcuch przywiązał jedną z jej kostek do ramy łóżka.
„Mano…” wyszeptała.
Zakryłem usta dłonią, żeby nie krzyczeć.
Elise natychmiast wezwała karetkę.
Policjant wyszedł na korytarz, żeby wezwać posiłki.
Sąsiadka stanęła w drzwiach, szlochając.
„Słyszałam walenie… ale myślałam, że to tylko kłótnia pary”.
Elise spojrzała na nią z przerażającą determinacją.
„Dmuchanie to nie kłótnia. To przestępstwo”.
Kobieta na łóżku miała na imię Sophie.
Była matką Manon.
Nie uciekła z innym mężczyzną.