„Pani dyrektor” – powiedziałam, nie odrywając wzroku od Nathalie – „proszę zadzwonić na policję. Natychmiast”.
Dyrektorka, która do tej pory powtarzała tylko „uspokójmy się wszyscy”, zamarła.
„Claire, może to nie jest konieczne…”
„W takim razie zrobię to sama”.
Wyjęłam telefon.
Nathalie podeszła do mnie.
Camille odciągnęła Manon, a do pokoju weszła matka z talerzem naleśników z cukrem.
„Hej! Nie popychaj jej!”
Talerz poleciał.
Cukier, sok jabłkowy i ciasto rozprysły się na lakierowanych butach Nathalie.
Straciła panowanie nad sobą.
„Ty brudny, niewdzięczny bachorze!” krzyknęła do Manon. „Mówiłam ci, żebyś nie otwierała tego tornistra!”
Cały plac szkolny ją słyszał.
Nawet ojciec, który obsługiwał stoisko z watą cukrową, zatrzymał maszynę.
Zadzwoniłam.
Podałam adres szkoły, wyjaśniłam, że jest tam nieletnie dziecko, kobieta, która odmówiła podania swoich danych, widoczne obrażenia, element garderoby, który może być dowodem, zagrożenie.
Głos mi drżał.
Ale nie rozłączyłam się.
Nathalie próbowała wyjść do bramy.
Strażnik zamknął bramę.
„Nikt nie wychodzi, dopóki nie przyjedzie policja” – powiedział.
Nigdy tak naprawdę nie zwracałam na tego strażnika uwagi.
Tego dnia miałam ochotę go pocałować.
Manon oddychała za szybko.