Dała jednego Camille.
„Za twój nos” – powiedziała.
Camille uniosła lizaka, jakby chciała wznieść toast.
„Za twój tornister”.
Obie się roześmiały.
Sophie zamknęła oczy, słysząc śmiech.
Ja też.
Bo ten śmiech nie wymazał tego, co się stało.
Nic tego nie wymaże.
Wciąż będą przesłuchania.
Terapie.
Noce, kiedy Manon budziła się z płaczem.
Dni, kiedy Sophie nie mogła wejść po schodach, nie widząc ponownie tego pokoju na poddaszu.
Były trudne pytania.
I długie chwile ciszy.
Ale byłaby też szkoła.