Napisano na niej:
„Wierzymy ci”.
Sophie przyszła z Manon, niosąc coś zawiniętego w koc.
To był niebieski rondel.
Ten sam rondel, co w tamtym pokoju.
Umyli go, wyszorowali, wygotowali w occie i zostawili na słońcu.
Nigdy więcej nie będzie używany do gotowania.
Ale Sophie postawiła go na stole w bibliotece i napełniła kredkami.
„Żeby żadnemu dziecku nie zabrakło czegoś do napisania tego, czego nie potrafi powiedzieć” – wyjaśniła.
Pani Martin znowu zaczęła płakać.
Tym razem nikt się z niej nie śmiał.
Manon wzięła fioletową kredkę i napisała coś na kartce papieru.
Złożyła ją.
Potem włożyła do niebieskiego pudełka.
Camille zapytała ją, co napisała.
Manon lekko się uśmiechnęła.
„Napisałam: »Dzisiaj się nie boję«”.
Camille wzięła kolejny ołówek.
„To napiszę: »Moja mama teraz lepiej słucha«”.
„Hej” – zaprotestowałam.
Ale się roześmiałam.
I płakała jednocześnie.
Improwizowana piniata pękła późnym popołudniem.
Cukierek spadł na podwórko, a dzieci rzuciły się, żeby go złapać, jakby świat mógł być jeszcze prosty.
Manon podniosła dwa lizaki.