Książki.
Gorąca czekolada na koniec roku.
Ołówki w niebieskim rondelku.
Mała dziewczynka, która poczuła coś, czego nikt nie chciał wąchać.
I inna mała dziewczynka, która zachowała dowód, kiedy wszyscy kazali jej wyrzucić prawdę.
Tego wieczoru, kiedy wychodziłam ze szkoły, Camille wsunęła dłoń w moją.
„Mamo”.
„Tak?”
„Jeśli kiedykolwiek powiem coś, co zabrzmi złośliwie… nie mów mi, żebym za szybko się zamknęła”.
Spojrzałam na nią spod girland rozwieszonych na dziedzińcu, z odgłosami miasta za bramami, hamującymi na ulicy autobusami, rozświetlonymi witrynami sklepowymi i szaropomarańczowym niebem Île-de-France.
„Nie powiem ci, żebyś za szybko się zamknęła” – obiecałam. „Najpierw cię posłucham”.
Camille ścisnęła moją dłoń.
„Tylko tego chciała Manon”.
Spojrzałam w stronę biblioteki.
Manon była blisko swojej matki, wkładając ołówki do niebieskiego rondla.
Po raz pierwszy odkąd ją poznałam, nie kurczowo trzymała torby szkolnej jak tarczy.
Miała ją na plecach.
Jak każde dziecko.