Wiesz to.
On to wie.
Ale to pierwsza cegła.
Carmen szepcze: „Wybacz mi”.
Rafael zamyka oczy.
„Jestem zmęczony, mamo”.
To nie jest wybaczenie.
To nie jest odrzucenie.
To prawda.
Mariana zauważa zmianę w jego oddechu.
„Potrzebuje odpoczynku”.
Wstajesz natychmiast.
„Czy jest jakiś szpital, do którego moglibyśmy go zawieźć? Do specjalisty? Do Meksyku? Do Houston? Gdziekolwiek?”
Mariana patrzy na ciebie wyczerpana.
„Próbowaliśmy.”
„Za czyje pieniądze?”
Zamiera.
Żałujesz tego pytania w chwili, gdy tylko wychodzi z twoich ust, bo brzmi jak dawne ja – jakby pieniądze były mieczem, którym w końcu możesz machnąć po spóźnieniu na pole bitwy.
Rafael odpowiada zamiast tego.
„Za swoje.”
Patrzysz na Marianę.
Nie patrzy ci w oczy.