Ty i Carmen siedzicie w kuchni całą noc.
Deszcz wciąż wali w dach. W domu pachnie zupą, wilgotnymi ubraniami, lekarstwami i cynamonem. Mariana cicho krąży między kuchenką a pokojem na zapleczu, sprawdzając Rafaela, składając ręczniki, zapisując godziny w notesie.
O drugiej w nocy widzisz ją po raz pierwszy siadającą przy stole.
Zamyka oczy na trzy sekundy.
Po czym otwiera je ponownie.
Tak bardzo jest zmęczona.
Nie zmęczeniem jednego złego dnia.
Zmęczeniem miesiącami bez świadków.
Wstajesz i sięgasz po garnek.
„Mogę ci służyć”.
Patrzy na ciebie, jakbyś proponował latać.
„Wiesz jak?”
„Nie.”
„Więc usiądź, zanim spalisz mi kuchnię.”
Carmen prawie się śmieje.
Prawie.
Mariana nakłada sobie małą miseczkę i je na stojąco.
Zauważasz, że daje sobie mniej niż tobie.
Znów ogarnia cię ten stary, znajomy wstyd.
Rano test wraca do ciebie jak klątwa.
Claudia.
Gustavo.