A potem na ciebie.
Przez jedną przerażającą sekundę myślisz, że odmówi.
Powoli go podnosi.
Potem wkłada go do ręki Rafaela.
„Zatrzymamy go” – mówi. „Ale nie jako dowód, że tu należymy”.
Jej głos jest spokojny.
„Jako dowód, że ta rodzina o mało nie straciła tego, co ważne”.
Kiwasz głową.
To lepiej.
To bardziej prawdziwe.
Później, po kolacji, Rafael siedzi na dziedzińcu owinięty w sweter, obserwując dzieci biegające między krzesłami. Dzieci Claudii bawią się z siostrzenicami Mariany. Gustavo pomaga zmywać naczynia, bo Carmen nie wierzy już, że mężczyźni mają alergię na kuchnię.
Mariana stoi obok ciebie pod drzewem pomarańczowym.
Przez długi czas żadne z was się nie odzywa.
Wtedy mówisz: „Nazwałam cię wspinaczem”.
Patrzy przed siebie.
„Tak”.
„Powiedziałam, że chcesz naszych pieniędzy”.
„Tak”.
„Powiedziałam synowi, że może wrócić do domu, kiedy przestanie się zachowywać”.
Jak głupiec”.
„Tak”.