Rafael jest teraz zdrowszy, nie do końca taki sam jak wcześniej, ale żywy, śmieje się i kłóci z Marianą o sól. Carmen siedzi przy stole, obierając pomarańcze dla dzieci. Claudia pomaga bez proszenia, a Gustavo naprawia luźny zawias w tylnych drzwiach.
Siedzisz cicho przez chwilę i patrzysz na wejście.
Te drzwi.
Drzwi, które Mariana otworzyła, kiedy myślała, że jesteś nikim.
Twój wnuk pyta, dlaczego się gapisz.
Uśmiechasz się.
„Bo tu nasza rodzina zaczęła się od nowa”.
Dziecko nie rozumie.
W porządku.
Pewnego dnia zrozumie.
Przed obiadem Mariana stawia na stole dwie dodatkowe miski.
„Dla kogo?” – pyta Carmen.
Mariana patrzy w stronę ulicy.
„Dla każdego, kto puka”.
Nikt się nie śmieje.
Nikt się nie kłóci.
Nikt nie mówi, że obcy są niebezpieczni, brudni czy uciążliwi.
Wstajesz i szeroko otwierasz drzwi wejściowe.