„Nie wiedziałem, że to ty”.
„Wiedziałeś, że to ktoś”.
To zdanie go ucisza.
Odwracasz się do Claudii.
„I ciebie. Masz różaniec w samochodzie, ale przy bramie nie ma litości”.
Zaczyna szlochać.
Carmen zamyka oczy.
Może dlatego, że stara Carmen by ich broniła.
Nowa Carmen właśnie zobaczyła łóżko Rafaela.
Wyciągasz złoty pierścionek.
Rodzeństwo wpatruje się w niego.
„Miałam dać to dziecku, które okazało się godne nazwiska Álvarez” – mówisz. „Ale dziś wieczorem zdałam sobie sprawę, że użyłam tego nazwiska jak broni”.
Podchodzisz do Mariany.
Cofa się.
Zatrzymujesz się.
„Nie mogę ci tego dać jako zapłaty. To byłaby kolejna zniewaga”.
Kładziesz pierścionek na stole między wszystkimi.
„Więc schowam go, dopóki ta rodzina nie zrozumie, że imię bez życzliwości to tylko hałas”.
Nikt się nie odzywa.
Wtedy żona Gustava mruczy: „Za dużo w tym dramatyzmu”.
Carmen odwraca się do niej.
„Wyjdź”.
Wszyscy patrzą na Carmen.
Jej głos drży, ale oczy nie.
„Słyszałaś mnie. Wyjdź z mojego domu”.