Rafael próbuje się uśmiechnąć.
„W końcu przyszedłeś.”
Carmen podbiega do niego i pada obok łóżka, chwytając go za rękę i całując kostki palców, nadgarstek i czoło. Powtarza jego imię w kółko, jakby powtarzanie go mogło odbudować jego ciało.
Stoisz jak sparaliżowany.
Jesteś mężczyzną, który zbudował domy, firmy, reputację, konta bankowe. Jesteś mężczyzną, którego twoje dzieci obawiały się zawieść. Ale w tej chwili nie wiesz, jak pokonać ostatnie trzy metry do własnego syna.
Rafael patrzy na ciebie.
„Nie bądź taka przestraszona, tato” – mówi cicho. „Wciąż jestem wystarczająco brzydki, żeby być twoim synem”.
Ten żart cię niszczy.
Dochodzisz do łóżka i bierzesz go za drugą rękę.
Jego palce przypominają kości owinięte w papier.
„Co się stało?” – pytasz.
Rafael zamyka oczy.
„Najpierw nerki. Potem infekcja. Potem komplikacje po operacji”. Oddycha powoli. „Szybko się to stało”.
Ty
urna do Mariany.
„Dlaczego do nas nie zadzwoniłaś?”
Nie drgnęła.
„Zadzwoniłam.”
W pokoju zapadła cisza.
Carmen uniosła głowę.
„Co?”
Mariana podeszła do szuflady i wyjęła notes. Był pełen dat, liczb, nazwisk i krótkich notatek napisanych starannym pismem. Włożyła go w twoje ręce.
Otworzyłaś go.
Ściskało cię w żołądku.
Dzwoni do Claudii. Brak odpowiedzi.
Wiadomość do Gustavo. Widziana.
Notatka głosowa do Doñi Carmen. Usunięta.