„Zacznij od tego, żeby nie nazywać tego pomocą”.
„A jak mam to nazwać?”
„Dług”.
Kiwasz głową.
„To sprawiedliwe”.
„Nie” – mówi. „To niesprawiedliwe. Sprawiedliwym byłoby, gdyby twój syn nie wybierał między medycyną a dumą. Sprawiedliwym byłoby, gdyby mój mąż usłyszał, jak jego matka mówi „witamy”. Sprawiedliwym byłoby, gdyby twoja rodzina nie traktowała biedy jak choroby”.
Nie masz odpowiedzi.
Gniewnie ociera oczy.
„Ale dług to najbliższa rzecz, jaka nam pozostała”.
Znów kiwasz głową.
„W takim razie spłacę swój dług”.
Odwraca wzrok.
„I nie wykorzystasz choroby Rafaela, żeby Claudia i Gustavo płakali przed kamerami”.
To cię zaskakuje.
Nie pomyślałeś o kamerach.
Ale ona zna twoją rodzinę lepiej, niż chciałeś uwierzyć.
„Będą występować”, mówi. „Przyjdą z kwiatami. Będą nazywać go bratem. Powiedzą, że nie wiedzieli. Będą obwiniać mnie, że nie starałem się wystarczająco”.
Jej głos drży.