Nie zdjęcia.
Nie obrączki.
Nie aprobata rodziny.
To.
Kobieta o zmęczonych oczach trzyma kubek dla mężczyzny, którego wszyscy inni porzucili.
Carmen znów zauważa teczkę pod łóżkiem.
„Moje imię” – szepcze. „Dlaczego moje nazwisko jest w tych papierach?”
Mariana sztywnieje.
Rafael otwiera oczy.
„Nie” – mówi.
Ale ty już sięgasz po teczkę.
Mariana próbuje cię powstrzymać, ale po chwili jej ręka opada. Może jest zbyt zmęczona. Może wie, że prawda już wyszła przez drzwi, umazana błotem.
W teczce są paragony.
Rachunki z apteki.
Wypłaty ze szpitala.
Przelewy bankowe.
I wtedy to widzisz.
Miesięczne wpłaty na twoje konto domowe.
Nie od Claudii.
Nie od Gustavo.
Od Rafaela.