Każde „tak” ląduje jak kamień.
Zasługujesz na każde.
„Przepraszam” – mówisz.
Oczy Mariany błyszczą, ale nie miękną zbyt szybko.
„Dziękuję”.
To wszystko.
Nie przebaczenie.
Nie rozgrzeszenie.
Po prostu uznanie.
Przyjmujesz to jak człowiek, który uczy się żyć uczciwie.
Potem mówi: „Rafael tęsknił za tobą”.
Zamykasz oczy.
„Ja też za nim tęskniłam”.
„Nie” – mówi łagodnie. „Tęskniłaś za tą wersją niego, która była ci posłuszna. Dopiero teraz poznajesz mężczyznę, którym się stał”.
Patrzysz na Rafaela przez dziedziniec.
Śmieje się z czegoś, co powiedziała Carmen. Wygląda na szczuplejszego niż wcześniej, wolniejszego, naznaczonego chorobą. Ale jednocześnie wygląda na spokojnego w sposób, w jaki nigdy nie wyglądał, gdy starał się zdobyć twoją aprobatę.
„Masz rację” – mówisz.
Mariana uśmiecha się lekko ze zmęczeniem.