„A jeśli będzie wystarczająco zmęczony, wybaczy im, zanim wybaczy sobie”.
Rozumiesz więc, że Mariana nie chroni siebie w pierwszej kolejności.
Ochrania Rafaela przed rodziną, która go skrzywdziła.
„Nie pozwolę im wystąpić” – mówisz.
Odwraca się.
„Robiłeś to już od lat”.
Znów ma rację.
Wieczorem zwołujesz rodzinne spotkanie w rezydencji.
Nie jutro.
Nie po tym, jak emocje opadną.
Dziś wieczorem.
Claudia przyjeżdża pierwsza swoim białym SUV-em, złoty różaniec dynda na lustrze. Dramatycznie przytula Carmen, a potem zamiera, widząc Marianę stojącą w holu. Gustavo przybywa z żoną, poprzedzając ich zapach perfum i śmiech, aż do momentu, gdy widzi twoją twarz.
W pokoju zapada cisza.
Nie jesteś już ubrany jak żebrak.
Znów jesteś Don Ernesto Álvarezem.
Ale już nie czujesz z tego dumy.
Claudia odzywa się pierwsza.
„Tatuśku, co ona tu robi?”
Mariana się nie rusza.
Carmen drgnęła.