„Sprzedała wózek z tamalem” – mówi Rafael. „Wózek swojej matki. Ten, który mieli od dziecka.”
Mariana odwraca się gwałtownie.
„Rafael.”
Mówi dalej.
„Sprzedała swoje ślubne kolczyki. Zastawiła maszynę do szycia. Pracowała na nocnej zmianie, gotując dla robotników budowlanych, podczas gdy ja spałem w szpitalach.”
Czujesz się niedobrze.
Carmen szepcze: „A my…”
„Świętowaliśmy nowy basen Gustavo” – mówi Rafael.
Słowa są delikatne.
To je pogarsza.
Pamiętasz tamtą imprezę. Gustavo stał przy swoim basenie wyłożonym niebieskimi kafelkami z drinkiem w dłoni, powtarzając wszystkim, że rodzina jest dla niego wszystkim. Claudia przyprowadziła fotografa. Carmen miała nowe kolczyki.
A gdzieś po drugiej stronie miasta Mariana sprzedawała dochód swojej matki, żeby utrzymać twojego syna przy życiu.
Przyciskasz obie dłonie do twarzy.
Zniknął brud, ale wstyd pozostał.
„Czego on teraz potrzebuje?” – pytasz.
Mariana waha się.
To jest najokrutniejsze.
Nie ufa twojej pomocy.
Ty też na to zasługujesz.
W końcu mówi: „Ocena przeszczepu. Lepsze leki. Lekarz, który nie każe nam czekać, bo nie możemy zapłacić kaucji”.
Kiwasz głową.