„Ocaliła tę część mnie, która wciąż chciała być miła” – szepcze. „Po ślubie chciałem was wszystkich znienawidzić. Nie pozwoliła mi”.
Ściska cię w gardle.
„Powiedziała, że nienawiść będzie mnie trzymać przy ludziach, którzy mnie skrzywdzili”.
Patrzysz na Marianę śpiącą z jedną ręką wciąż przy jego kocu, gotową do użycia nawet w snach.
„Miała rację” – mówisz.
Rafael lekko się uśmiecha.
„Zazwyczaj tak robi. Nie mów jej, że to powiedziałem”.
O mało się nie roześmiałeś.
Potem spoważniał.
„Nie karz Claudii i Gustavo, bo czujesz się winny”.
Słowa cię zaskakuje.
„Zasługują na konsekwencje”.
„Tak” – mówi. „Ale upewnij się, że poniosą konsekwencje za to, co zrobili, a nie za to, czego ty nie zrobiłeś”.
Oto on.
Twój syn.
Wciąż chronię tych, którzy najpierw chronili siebie.
Spuszczam głowę.
„Nie wiem, jak to naprawić”.
„Nie naprawisz tego” – mówi Rafael. „Żyjesz inaczej wystarczająco długo, żeby ludzie ci uwierzyli”.
To staje się twoim wyrokiem.
Twoja kara.
Twoja droga.
Mijają miesiące.