„Słyszałaś mnie.”
Alicia pojawiła się na dole schodów, z twarzą ściągniętą z oburzenia.
„Eleno, nie bądź absurdalna.”
Elena spojrzała na swoją szwagierkę.
„I będziesz ze mną rozmawiać tylko przez mojego prawnika”.
Alicia się zaśmiała.
„Nawet nie wiesz, czego bronisz”.
Głos Eleny załamał się, ale się nie wycofała.
„Wiem, kogo wcześniej nie udało mi się obronić”.
Wzrok Alicii powędrował w twoją stronę.
Potem się uśmiechnęła.
„Zapytaj Estebana o testament”.
Słowa wpadły w pułapkę.
Esteban znieruchomiał.
Elena powoli się odwróciła. „Jaki testament?”
Uśmiech Alicii wyostrzył się.
„Pierwszy testament Artura. Ten, który kazał mu podpisać twój ojciec, zanim urodziły się bliźnięta”.
Potem wyszła.
Drzwi domu zamknęły się za nią.
Ale szkody pozostały.
Esteban zdjął okulary.
Elena wpatrywała się w niego.
„Wyjaśnij”.
Wyglądał na dziesięć lat starszego.
„Twój ojciec, Don Rafael, nie ufał Arturowi” – powiedział cicho Esteban. „Zanim urodziły się bliźnięta, utworzył fundusz powierniczy chroniący część twojego spadku. Fundusz ten wyznaczył twoje córki jako przyszłych beneficjentów”.
Twarz Eleny
Straciła kolor.
„Córki” – powtórzyła.