Jej prawnicy błagali ją, żeby tego nie robiła.
Duma i tak zaciągnęła ją na mównicę.
Twierdziła, że Arturo podejmował każdą decyzję. Twierdziła, że tylko wykonywała polecenia. Twierdziła, że rodzina była pod presją, że Elena była krucha, że dwoje wcześniaków mogło zdestabilizować planowanie sukcesji.
Planowanie sukcesji.
To właśnie nazywała kradzieżą noworodka.
Prokurator zapytał: „Czy wiedziałaś, że dziecko żyło, kiedy Elena de la Garza zakopywała trumnę?”.
Alicia spojrzała na ciebie.
Przez sekundę nie widziałaś w nim winy.
Tylko uraza.
„Tak” – powiedziała.
Elena wydała z siebie jakiś dźwięk za tobą.
Prokurator kontynuował: „Powiedziałeś Elenie?”
„Nie”.
„Dlaczego?”
Alicia uniosła brodę.
„Bo Elena wszystko by zepsuła”.
To wyznanie ją wykończyło.
Została skazana za przestępstwa związane z porwaniem, zatajeniem tożsamości, fałszerstwem, spiskiem i oszustwem spadkowym. Lekarz stracił prawo jazdy na stałe i otrzymał własny wyrok. Pozostali zamieszani w tę sprawę zostali oskarżeni zgodnie z tym, co wciąż dało się udowodnić po dwudziestu czterech latach.