Do tego czasu rola Arturo została ujawniona za sprawą starych listów, przelewów finansowych i zeznań emerytowanej pielęgniarki, która przez dekady żyła w poczuciu winy. Arturo nie żył, nietykalny dla więzienia, ale nie dla historii. Elena nakazała usunięcie jego portretu z głównej sali.
Pusta przestrzeń, którą po sobie zostawił, wyglądała lepiej.
Alicia weszła do sądu ubrana na czarno.
Ximena siedziała za nią, szczuplejsza, bardziej wściekła, wciąż przekonana, że świat ją skrzywdził, zauważając, co zrobiła jej matka. Lekarz, który podpisał fałszywy akt zgonu, zeznawał w zamian za łagodniejszy wyrok. Opisał polecenia Arturo, koordynację Alicji, prywatną karetkę i miejsce odwiezienia do sierocińca.
Wypowiedział jedno zdanie, które sprawiło, że Elena opuściła salę sądową.
„Matka została uspokojona po tym, jak poprosiła o możliwość zobaczenia obu dzieci”.
Poszedłeś za nią na korytarz.
Elena oparła się o ścianę, dysząc.
„Podali mi narkotyki” – wyszeptała.
Trzymałeś ją.
Tym razem ją ochroniłeś.
W trakcie procesu ujawniono, że Matka Inés odmówiła zapłaty, gdy zorientowała się, że dziecko nie jest oddawane do adopcji zgodnie z prawem. Ukrywała cię pod fałszywym nazwiskiem, bo bała się, że ludzie Artura cię odnajdą i sprawią, że zaginięcie będzie trwałe. Dała ci naszyjnik dopiero wtedy, gdy wiedziała, że umiera.
Bała się.
Ale utrzymała cię przy życiu.
W ostatnim dniu zeznawała Alicia.