„Chcesz, żebym poprosiła ich, żeby przestali używać tego słowa?” zapytała pewnego ranka.
Spojrzałeś na nią zaskoczony.
Poruszyło cię to.
do prywatnego apartamentu gościnnego, choć za każdym razem, gdy ktoś nazywał go twoim, twoje ciało odmawiało relaksu. Regina często cię odwiedzała. Czasami przynosiła kawę. Czasami zadawała pytania. Czasami po prostu siedziała z tobą, a wy oboje przyglądaliście się sobie nawzajem jak obcy sobie w lustrze.
„Nie przestaną”, powiedziałeś.
„Nie. Ale wciąż mogę sprawić, że poczują się niekomfortowo”.
To cię rozśmieszyło.
Regina odwzajemniła uśmiech.
Dziwnie było widzieć swój uśmiech na czyjejś twarzy.
Alicia i Ximena publicznie się pokłóciły.
Ich prawnicy twierdzili, że Elena była manipulowana przez oportunistę. Sugerowali, że podrzuciłeś naszyjnik, sfałszowałeś list, uwiodłeś personel, zmyliłeś staruszkę i spiskowałeś ze zmarłą zakonnicą. Każde oskarżenie było bardziej absurdalne od poprzedniego, ale za pieniądze można kupić ludzi, którzy są gotowi mówić absurdalne rzeczy w drogich garniturach.
Wtedy Ximena popełniła błąd, udzielając wywiadu.
Powiedziała: „Nawet jeśli ta dziewczyna jest spokrewniona biologicznie, krew nie tworzy rodziny. Liczy się klasa społeczna. Liczy się wykształcenie. Liczy się wychowanie”.
Reakcja była natychmiastowa.
Nie dlatego, że bogaci nagle stali się życzliwi.
Bo powiedziała tę cichą część zbyt głośno.
Byli pracownicy się zgłosili.
Kucharz, który został zwolniony bez wynagrodzenia. Kierowca oskarżony o kradzież po tym, jak poprosił o nadgodziny. Niania, która twierdziła, że Alicia kiedyś groziła, że „zniknie”, jeśli zacznie mówić o sprawach rodzinnych.
Wizerunek De la Garzy pękł.
A potem rozsypał się w pył.
Regina zrobiła kolejny krok.
Na konferencji prasowej, która miała bronić fundacji rodzinnej, podeszła do mikrofonu, zignorowała przygotowane oświadczenie Alicii i powiedziała:
„Moja siostra nie była skandalem. Była dzieckiem, które zostało porwane. Każdy w tej rodzinie, kto wiedział i milczał, nie chroni naszego dobrego imienia. To oni zasługują na to, by spłonąć”.
Obserwowaliście z salonu Eleny.