Elena spoliczkowała Alicię.
Nie tak, jak spoliczkowała Ximenę.
Mocniej.
Alicia zatoczyła się do tyłu.
„Pogrzebałaś moje dziecko żywcem” – powiedziała Elena.
Alicia dotknęła ust i zobaczyła krew.
Potem się uśmiechnęła.
„Arturo to zrobił”.
Oczy Eleny płonęły.
„A ty pomogłeś”.
Uśmiech Alicii zniknął.
To była prawda, której chciała uniknąć.
Nie tylko wiedziała.
Pomogła.
Śledztwo rozpoczęło się tej nocy.
Tym razem Elena nie kryła się za rodzinną reputacją. Sama zadzwoniła do prokuratora. Przekazała im list, test DNA, naszyjnik, częściowe zeznanie Alicii, dokumentację szpitalną, której kopie Esteban wciąż miał, oraz nazwiska wszystkich osób zamieszanych w noc pożaru.
Stary szpital został zamknięty lata wcześniej, ale dokumenty przetrwały w miejscach, o których wpływowi ludzie zapominają spalić. Dziennik pielęgniarki. Arkusz transferowy. Zapłata za prywatną karetkę. Darowizna od Arturo de la Garzy dla sierocińca w Oaxaca trzy tygodnie po „śmierci”.
Matka Inés zachowała kopie.