Żadnych fotografów. Żadnego towarzystwa. Żadnej Ximeny. Żadnych gości, którzy przyszli posmakować skandalu.
Tylko ludzie, którzy zasłużyli na to, by zobaczyć radość: Esteban, kucharz, gosposia, kierowca, który zeznawał w sprawie dawnych gróźb Alicii, Regina, Elena i kilka kobiet z sierocińca, które pamiętały Matkę Inés.
Elena przyniosła dwa ciasta.
Jeden na dwadzieścia pięć.
Jeden z jedną świeczką.
Spojrzałaś na nią zdezorientowana.
Dotknęła twojego policzka.
„Na pierwsze urodziny, które przegapiłam”.
Wtedy płakałaś.
Wszyscy płakali.
Nawet Esteban udawał, że zbyt długo czyści okulary.
Później tego wieczoru Regina dała ci małe pudełko. W środku była srebrna bransoletka z dwoma szmaragdowymi oczkami, jednym ciemniejszym, drugim jaśniejszym, umieszczonymi obok siebie.
„Nie po to, żeby wymienić naszyjnik” – powiedziała szybko. „Nigdy. Po prostu… coś nowego”.
Założyłaś ją.
Bransoletka pasowała idealnie.
Twoja siostra się uśmiechnęła.
„Pasujemy do siebie” – powiedziała.